Cienka linia między upojeniem a uzależnieniem

Granica między stanem upojenia a uzależnienia opiera się zazwyczaj jedynie o cienką linię, której przekroczenie jest duża łatwiejsze niż późniejszy powrót. Tak również ewoluują poszczególne procesy uzależnienia, kiedy w jednej chwili wszystko zdaje się być pod ścisła kontrolą, a już za chwilę okazuje się, że było to jedynie złudzenie. Kiedy jednak ta granica zostaje przekroczona, jak poznać czy dana osoba potrzebuje już pomocy z zewnątrz, bo problemu nie może już sama przezwyciężyć?

Rozwój sytuacji

pojawia się w momencie, kiedy brak czy niedostatek danej sytuacji odbierany jest jako zamach na istnienie danej osoby. Organizm uzależnionego buntuje się przeciwko odstawieniu substancji uzależniającej dając objawy jak najbardziej fizyczne (choć otoczenie może je odbierać jako zwykły wymysł) – w przypadku alkoholu jest to delirka, trzęsące się ręce, niemożność skupienia się, bełkotanie. Stan taki wymaga już hospitalizacji i leczenia terapeutycznego. Jakie są jednak początki danego stanu?

Wyobraźmy sobie, że dana osoba coraz częściej wraca do domu pijana ( od alkoholu jest w Polsce nałogiem najbardziej rozpowszechnionym). Już od początku widać wyraźnie, że stopniowo traci kontrolę – na przykład sumienny pracownik o nienagannej postawie, wracając do domu zalicza bliski kontakt z wszystkimi podłogami, by na drugi dzień niczego nie pamiętać. Okazuje się, że od dłuższego czasu miał poważne problemy finansowe, dlatego coraz częściej wychodził po prostu się napić. Cienka została jednak przekroczona. Wymagana staje się za to szybka i dogłębna pomoc.

I nie pomogą w tym wypadku miękkie podłogi, a raczej długi i mozolny odwyk. Ważne jednak, aby uzależniony chciał poddac się leczeniu, bez tego nie będzie nawet najmniejszych efektów w leczeniu.